1 stycznia - portale społecznościowe zaśmiecone zdjęciami z najlepszych imprez sylwestrowych ever!
2 stycznia - większość znajomych zaczyna realizować swoje noworoczne postanowienia. Na Instagramie, Snapchacie, Facebooku przeważają fotki z siłowni z podpisami nowy rok, nowa ja; świnka i dzik na siłowni; forma sama się nie zrobi; i tak dalej.
3 stycznia - połowa z nich porzuca swoje postanowienia związane z lepszą sylwetką, urządzając sobie cheat meal'e - zasłużona pizza!.
4 stycznia - walkę ostatecznie wygrywa LEŃ.
5 stycznia - ostateczna rezygnacja. Kocham siebie taką, jaką jestem; nie potrzebuję siłowni; jak nie podoba Ci się moje ciało, Twój problem.
.
.
.
28 luty - a tu zaczyna się moja historia.
Nie jestem ani gruba, ani chuda. Nie mam wielkich kompleksów, ale jak każda dziewczyna czy dorosła kobieta, zmieniłabym to i owo. Kupiłam swój pierwszy karnet, pół-żartem pół-serio. Z tym pierwszym krokiem walczyłam już od dłuższego czasu. I chociaż w pewnym momencie swojego życia, śmieszyła mnie ta cała moda na wyrabianie sobie formy i dbanie o swoją sylwetkę, postanowiłam zrobić coś dla siebie. Tak - DLA SIEBIE.
Nie zrozumiałam tego, dopóki nie przeżyłam swojego pierwszego, prawdziwego treningu. Pisząc prawdziwy, mam na myśli trening, w którym naprawdę skupiam się na ćwiczeniu, a nie skaczę przed laptopem w domu, trochę oszukując.
Ten pierwszy dzień na siłowni wniósł nieco świeżości do mojego życia. Nie, nie stałam się mega uzależnioną laską, która mogłaby tam zamieszkać. Ale późniejsza satysfakcja i dobre samopoczucie narobiły nieco bałaganu w mojej głowie.
A teraz coś dla tych, którzy w dalszym ciągu zalegają na kanapie:
Dziewczyny (chłopców również to dotyczy!), ruszcie tyłki!
Zróbcie coś dla siebie!
Nie musicie się katować!
Nie musicie się odchudzać!
Ale naprawdę, warto trochę się poruszać!
Niczego nie tracicie (może oprócz paru groszy z portfela), a możecie wiele zyskać!
Ten blog nie będzie zawierał żadnych fitnessowych mądrości. Nie jestem trenerem, dopiero zaczęłam swoją przygodę z ćwiczeniami i jestem tak samo zielona, jak większość z Was. Bardziej chodzi o motywowanie siebie nawzajem. O wspólne dzielenie się wiedzą i doświadczeniem. O budowę nie tylko naszego ciała, ale i duszy. O inspirowanie. O pokazywanie, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Wystarczy tylko chcieć.
EJMEN!


Najlepsze przed Tobą :) Fajnie, że zrobiłaś pierwszy krok i nie dajesz się zwariować - perfekcja nie istnieje.Należy robić to, co sprawia nam największą przyjemność. To nie może być przymus, a zwykła radość :)
OdpowiedzUsuńŻyczę wytrwałości i powodzenia :)
NIEdziękuję! :) dziś zaczynam 4 tydzień i jeszcze zapału nie straciłam, także jestem dobrej myśli :D
Usuń