poniedziałek, 20 marca 2017

Motywacja

Jak zacząć? Czym się motywować? Skąd brać inspirację?
Z siebie! Tylko i wyłącznie my same jesteśmy najlepszą motywacją do działania!
Zdjęcia zgrabnych i wyćwiczonych sylwetek mogą stanowić jakąś tam inspirację, ale zwykle są to tylko impulsy. Chwilowe przebłyski i chwilowa chęć zrobienia tego pierwszego kroku i ruszenia tyłka.

Wiecie, co mnie zmotywowało? Lustro. Stanęłam w samej bieliźnie przed dużym lustrem, przyglądając się każdemu kawałkowi swojego ciała, z każdej strony. Zapisałam na kartce wszystkie te elementy, które wyglądają źle, które chcę poprawić, z których muszę odjąć trochę centymetrów i które delikatnie "wyrzeźbić". I dopiero ta lista i to lustro sprawiło, że naprawdę zapragnęłam zrobić swoje pierwsze, prawdziwe cardio.




Pierwszego dnia na siłowni próbowałam wszystkiego. Wiem - to błąd. I wcale nie robiłam tego powolutku, by stopniowo - z dnia na dzień - wydłużać swój wysiłek. To również błąd, tym bardziej że przed pójściem na siłownię moja ostatnia jakakolwiek aktywność fizyczna, miała miejsce rok/dwa lata wcześniej. Dlatego pamiętajcie, aby nie katować się już na samym początku! 

Przez kilka kolejnych dni w dalszym ciągu nie skupiałam się na jednym, a raczej wędrowałam między różnymi strefami i maszynami. Dopiero kiedy naprawdę zmęczyłam swoje ciało, postanowiłam skupić się na jednym. Na cardio i ewentualnie pompowanie pupy. Zrobiłam sobie dwudniową przerwę i wróciłam ze zdwojoną siłą. Dlatego regeneracja i odpoczynek jest tak ważny! 


A jak wyglądały Wasze początki treningowe? :)


sobota, 18 marca 2017

Nowy rok, stara ja

1 stycznia - portale społecznościowe zaśmiecone zdjęciami z najlepszych imprez sylwestrowych ever!
2 stycznia - większość znajomych zaczyna realizować swoje noworoczne postanowienia. Na Instagramie, Snapchacie, Facebooku przeważają fotki z siłowni z podpisami nowy rok, nowa jaświnka i dzik na siłowniforma sama się nie zrobi; i tak dalej.
3 stycznia - połowa z nich porzuca swoje postanowienia związane z lepszą sylwetką, urządzając sobie cheat meal'e - zasłużona pizza!.
4 stycznia - walkę ostatecznie wygrywa LEŃ.
5 stycznia - ostateczna rezygnacja. Kocham siebie taką, jaką jestemnie potrzebuję siłownijak nie podoba Ci się moje ciało, Twój problem.
.
.
.
28 luty - a tu zaczyna się moja historia.



Nie jestem ani gruba, ani chuda. Nie mam wielkich kompleksów, ale jak każda dziewczyna czy dorosła kobieta, zmieniłabym to i owo. Kupiłam swój pierwszy karnet, pół-żartem pół-serio. Z tym pierwszym krokiem walczyłam już od dłuższego czasu. I chociaż w pewnym momencie swojego życia, śmieszyła mnie ta cała moda na wyrabianie sobie formy i dbanie o swoją sylwetkę, postanowiłam zrobić coś dla siebie. Tak - DLA SIEBIE. 
Nie zrozumiałam tego, dopóki nie przeżyłam swojego pierwszego, prawdziwego treningu. Pisząc prawdziwy, mam na myśli trening, w którym naprawdę skupiam się na ćwiczeniu, a nie skaczę przed laptopem w domu, trochę oszukując. 

Ten pierwszy dzień na siłowni wniósł nieco świeżości do mojego życia. Nie, nie stałam się mega uzależnioną laską, która mogłaby tam zamieszkać. Ale późniejsza satysfakcja i dobre samopoczucie narobiły nieco bałaganu w mojej głowie. 

A teraz coś dla tych, którzy w dalszym ciągu zalegają na kanapie:
Dziewczyny (chłopców również to dotyczy!), ruszcie tyłki! 
Zróbcie coś dla siebie! 
Nie musicie się katować!
Nie musicie się odchudzać!
Ale naprawdę, warto trochę się poruszać!
Niczego nie tracicie (może oprócz paru groszy z portfela), a możecie wiele zyskać!



Ten blog nie będzie zawierał żadnych fitnessowych mądrości. Nie jestem trenerem, dopiero zaczęłam swoją przygodę z ćwiczeniami i jestem tak samo zielona, jak większość z Was. Bardziej chodzi o motywowanie siebie nawzajem. O wspólne dzielenie się wiedzą i doświadczeniem. O budowę nie tylko naszego ciała, ale i duszy. O inspirowanie. O pokazywanie, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Wystarczy tylko chcieć. 
EJMEN!